O mnie
 
Katolik, matematyk, Harpagan, podróżnik.



Archiwum Bloga
 
Rok 2013
maj
 
Rok 2012
 
Rok 2011
 
Rok 2010
 
Rok 2009

Podążając Drogą...

Krzysztof Sornat

Ad maiorem Dei gloriam

2013-05-28 18:04
 Oceń wpis
   

Tropiciel 10 zagadka

Oto treść i rozwiązanie zagadki, którą wylosowaliśmy na jednym z punktów kontrolnych podczas Tropiciela. Później okazało się, że wszyscy dostali tę samą zagadkę i że niewielu grupom udało się ją rozwiązać. Odpowiedź to 7:06.

 

Zadanie:

"Mężczyźni lubią majsterkować...nie zawsze jednak udaje się wszystko naprawić.
Jak wybrnąć z trudnej sytuacji?

Usiłowałeś naprawić zegar. Teraz mała wskazówka działa doskonale, ale wskazówka minutowa przesuwa się w przeciwnym kierunku, ze stałą prędkością, mijając małą wskazówkę co 80 minut.
 
Jeśli o 6:30 mój zegar pokazuje prawidłową godzinę, to kiedy znów to zrobi?"

 

Rozwiązanie:

Najpierw chcemy obliczyć jak szybko porusza się duża wskazówka, bo wiemy, że mała porusza się zgodnie z upływającym czasem. Jeśli zaczynalibyśmy o godzinie 00:00:00 (wskazówki pokrywają się), to wiemy, że wskazówki spotkają się po 80 minutach. Tak więc mała wskazówka przesunie się o prawdziwe 80 minut. Jaka to jest część 12-godzinnej tarczy? Cała tarcza to (12*60 minut) = (720 minut). 80/720 = 1/9. Tak więc duża wskazówka przeszła w tym czasie 8/9 tarczy zegara. A ile powinna przejść? 80 minut odpowiada 4/3 obrotu tarczy, a 4/3 = 12/9.

Tak więc duża wskazówka powinna przejść 12/9, a przeszła 8/9, czyli zamiast przejść 3 minuty, przeszła tylko 2 minuty. Porusza się o 1/3 wolniej niż upływający czas. I to jest klucz!

Mamy 6:30:00. Jeśli będziemy dodawać dużej wskazówce kolejno po 3 minuty (dodajemy do prawdziwego czasu), a od dużej wskazówki odejmować kolejno po 2 minuty, to w pewnym momencie dojdziemy do odpowiedzi :)

krok 0: 6:00 i 30 minut
krok 1: 6:33 i 28 minut
krok 2: 6:36 i 26 minut
...

Jeśli upłynie 36 minut, to mała przesunie się na 7:06, a minutowa przesunie się o 2/3*(36 minut) = (24 minuty) do tyłu, czyli na 6 minutę. Tak więc wskazanie godziny jest poprawne. 

Odpowiedź: 7:06

 

A jak było w naszym wypadku?

Rozwiązanie może jest i proste, ale nie było takie podczas rajdu. Zagadkę dostaliśmy na początku rajdu i na rozwiązanie mieliśmy kilka godzin. Jednak zanim wpadliśmy na rozwiązanie, liczyliśmy w pamięci skomplikowane ułamki. Kolejne nieudane strzały umacniały nas w przekonaniu, że coś z tym zadaniem jest nie tak. Jako nawigator byłem przez to bardzo rozproszony. Może to było celem tego zadania? Gdy zajmowałem się zagadką, przestawałem kontrolować gdzie jesteśmy na mapie. A to duży błąd. Dopiero w połowie rajdu, na jednej z prostych, wziąłem kartkę, długopis i zacząłem pisać. Miałem ułożyć dwa równania i szybko policzyć, ale wcale tak szybko nie poszło. Dopiero teraz, gdy znam drogę dojścia do odpowiedzi, mogę napisać proste rozwiązanie. W rzeczywistości było o wiele więcej liczenia:

zagadka Tropiciel 10

W międzyczasie zaliczyliśmy punkt L i w końcu w prawym górnym rogu wyszedł wynik! 7:06!

zagadka Tropiciel 10

Dał on nam dużego "powera" i skończyliśmy fazę relaksującego marszu - znowu zaczęliśmy biec :)

Podsumowując: brawo dla organizatorów za tę zagadkę. Świetny pomysł. Lepsze to niż zbieranie patyków i krzaków na jednym z następnych punktów ;p

 

Tagi: wrocław, wysiłek, zagadka, tropiciel, rajd przygodowy, wawrzyny, duszpasterstwo, wytrzymałość


2013-05-26 00:36
 Oceń wpis
   

przygodowy rajd na orientacje tropiciel 10

10 jubileuszowa edycja Przygodowego Rajdu na Orientację Tropiciel zakończona! Zajęliśmy drugie miejsce, co jest dla nas dużym osiągnięciem, a którego się nie spodziewaliśmy. Poniżej artykuł z naszymi wypowiedziami.


Duszpasterstwo Akademickie Wawrzyny bardzo mocno wspierało organizację jubileuszowego Tropiciela, a kilkanaście Wawrzynów wystartowało w rajdzie. Jedna z naszych drużyn zajęła 2. miejsce! Oto wypowiedzi zawodników, wolontariuszy oraz prezydenta Wawrzynów.

Krzysztof Sornat (drugi od lewej), szef naszej drużyny z podium, mówi:
"Nie wierzyłem, że możemy powtórzyć wynik sprzed pół roku i znowu zająć drugie miejsce. Tym bardziej, że drużyna była całkowicie przetasowana. Była jednym wielkim znakiem zapytania. A jednak wszyscy dali radę. Niektórzy po naprawdę ciężkiej walce z samym sobą, zmęczeniem i zniechęceniem. Ja sam miałem duże problemy z kolanem w końcówce rajdu. Piątkowe czytanie z Księgi Mądrości o przyjacielu znalezionym po próbie świetnie wpisało się w to co działo się podczas tych nocnych 40 kilometrów. Współpraca w skrajnych warunkach niesamowicie zbliża ludzi - wtedy każdy zdejmuje maskę codzienności i poznaje się go takim jakim jest, jego charakter i wole walki."

Ania Wloczyk, jedyna dziewczyna w tej drużynie:
"Tropiciel był dla mnie wyzwaniem, które potem przerodziło się we wspaniałą przygodę, zabawę, ale także możliwość zdobycia nowego doświadczenia. Dzięki niemu mogłam dostrzec jak istotną rolą jest współpraca w zespole, wzajemna pomoc, wsparcie, motywacja, ale także umiejętności poszczególnych osób. Tropiciel w jakimś stopniu nauczył mnie wytrwałości, a w wielu momentach także walki z samą sobą i swoimi słabościami."

Marcin Szymiczek (pierwszy od lewej) z wawrzynowej drużyny piłkarskiej:
"Najlepsza przygoda w moim życiu. Każdy powinien przeżyć taką walkę ze swoim ciałem, słabościami i swoją wolą by kończąc rajd iść przez swoje życie mocniejszym. Rajd uczy także jedności w drużynie bo to na trasie to nie my lecz drużyna jest najważniejsza."

Tomasz Kuboth (pierwszy od prawej), szef wawrzynowej chaty z Białego Dunajca, podsumowuje to hasłami:
"Walka, przygoda, wsparcie innych osób, bliskość Boga, ból, zniechęcenie, złe samopoczucie, sprawdzenie siebie, poświęcenie wysiłku w konkretnej intencji, zmęczenie, podziwianie wytrzymałości współtowarzyszy, satysfakcja z pokonywania siebie i własnych słabości. Na tym rajdzie wszystko to mieszało się ze sobą i co chwile na powierzchnie wypływało coś innego. Niesamowita sprawa!"

Tomasz Banach z drugiej wawrzynowej drużyny opisuje warunki:
"Świetna trasa w dużej części prowadząca lasem. Można było napełnić płuca czystym tlenem. Drużynę mieliśmy świetną. Było dużo czasu na pogaduchy, a nawigacja szła sprawnie nawet na bagnach. Chociaż z tym bywało różnie. No i pogoda również dopisała."

Gosia Wróblak z trzeciej wawrzynowej drużyny podsumowuje:
"Mój pierwszy Tropiciel dał mi wiel radości i plecak nowych doświadczeń. Jednoczy ludzi w trudzie i bólu. Świetna zabawa, świetnie zorganizowana, z pomysłem."

Kasper Patalas z DA Wawrzyny

Kasper Patalas "Byczek", odpowiedzialny za jeden z punktów kontrolnych:
"Jestem pod dużym wrażeniem ilości drużyn na Tropicielu i ich zaangażowania. Warto podkreślić wytrwałość i poświecenie zawodników. Bardzo cieszyły nas wawrzynowe drużyny przychodzące na nasz punkt. Miło było widzieć prace osób, które pomagały w organizacji rajdu i które poświęciły dużo czasu oraz swojego serca. To wszystko po to, aby jubileuszowa 10 edycja Tropiciela została zapamiętana przez uczestników do końca życia."
 

 
 
 
Gosia Piasecka z DA WawrzynyGosia Piasecka, wolontariuszka obstawiająca wawrzynowy punkt kontrolny - punkt L:
"Miejsce, ludzie i atmosfera panująca na Tropicielu dodały mi duży zastrzyk energii. Mam nadzieję, że w przyszłości odbędą się kolejne rajdy, na których będą mogli spotykać się ludzie mający tę samą pasję, dzieląc się wspólnie doświadczeniami."

 
 
 
 
 
 

Michał Jasiewicz z DA WawrzynyMichał Jasiewicz, prezydent DA Wawrzyny, odpowiedzialny za poprawne wystartowanie drużyn, widział Tropiciela z innej perspektywy:
"Ludzie bardzo często trafiają na trudne drogi. Jedni odpuszczają, znajdują sobie swój świat, w którym się pocieszają, dużo więcej czasu spędzają w domu, przed komputerem. Za to inni walczą ze sobą. Poznają prawdę o sobie. Nie odpuszczą dopóki nie osiągną celu. To było bardzo dobre doświadczenie widzieć na starcie wszystkie drużyny, które wybrały tę drugą drogę. Łezka mogłaby się zakręcić w oku patrząc na nich, gotowych do walki, a którzy zaraz mieli wystartować. Później wiele z nich dzwoniło do mnie z prośbą o pomoc - nie dawali rady, chcieli zjechać z trasy. Nie byliśmy w stanie szybko zwieźć ich wszystkich. Mówiłem, że muszą czekać lub wrócić sami."

Słyszeliśmy jak Michał dodawał na koniec rozmowy "Musicie sobie poradzić. To jest Tropiciel!".

 

Tagi: wrocław, wysiłek, tropiciel, rajd przygodowy, wawrzyny, duszpasterstwo, wytrzymałość


2012-07-14 11:17
 Oceń wpis
   

Muzyka w tle: Jeden Osiem L - Smak zwycięstwa

Pokonywanie bagien, wielokilometrowe bardzo szybkie marsze, skoki do wody, nurkowanie z zawiązanymi oczami, desant z motorówki przy 25 węzłach, strzelanie, maskowanie, uciekanie w skajdankowanych parach pod ostrzałem snajperów i z patrolującymi quadami, jazda Rosomakiem, czołganie pod ostrzałem, tory sprawnościowe, biegi na orientację, zapamiętywanie haseł, liczb, tekstów i azymutów, testy psychologiczne, zdobywanie informacji, chodzenie po labiryntach po omacku, schodzenie do studni i chodzenie po kanałach, wspinaczka na budynki, drabinki, monotonne jedzenie, testy na niedobór snu przy brzegu jeziora, nocowanie na pontonach na bagnach, nocny zwiad, pompki, brzuszki i jeszcze raz pompki - tak podsumuję tegoroczną Selekcję i 5 dni, które spędziłem na poligonie w Drawsku Pomorskim. Działo się oj działo, a wytrwanie do ostatniej nocy i odpadnięcie z pierwszej 24 jest dla mnie pewnego rodzaju sukcesem tym bardziej, że tydzień przed Selekcją myślałem, że nie wystartuję, bo znowu ucho i zatoki dawały o sobie znać. Na szczęście modlitwy zostały wysłuchane i nie tylko wystartowałem, ale ukończyłem bez kontuzji, nie licząc obtarć, siniaków i pogryzienia przez ekologiczne poligonowe komary :)

Ad maiorem Dei gloriam

 

A na zdjęciu jeden z marszów pod dowództwem Krzysztofa Senderka. Szedłem w pierwszej parze i to był dla mnie najcięższy z tych marszów, bo tempo było zawrotne, a temperatura nie pomagała w schładzaniu.

Selekcja 2012

Tagi: modlitwa, selekcja, Selekcja 2012, gra terenowa, sporty ekstremelne, poligon


2011-09-18 23:13
 Oceń wpis
   

aiesec university

 

 

 

 

Kilka moich subiektywnych uwag dotyczących kursów językowych prowadzonych przez AIESEC, które mogą pomóc osobom, które potrzebują informacji z pierwszej ręki. I to podwójnie, bo uczyłem się angielskiego w grupie zaawansowanej i języka francuskiego w grupie podstawowej.

 

Wszelkie informacje o kursach znajdziecie na stronie www.learnbyplay.pl (cena, terminy itd.), a tutaj skupię się na tym jak wyglądały moje zajęcia.

 

Angielski - grupa zaawansowana

Mój poziom był taki, że rozumiałem prawie wszystko co mówiono na zajęciach, ale sam miałem problemy z wysłowieniem się. Na szczęście nasz lektor - Andy, chińczyk mieszkający na stałe w Kanadzie - był bardzo otwartą osobą, która swoim entuzjazmem potrafiła zachęcić do udzielania się w zajęciach. Zajęcia polegały na rozmawianiu na zadany temat. A tematy były raczej standardowe - o Kanadzie, o jedzeniu, o muzyce, o rozmowie kwalifikacyjnej, o czasach, o zdaniach warunkowych. Powtórka ze szkoły. Grupa liczyła 6 osób, ale rzadko przychodziło więcej niż 4. Andy bardzo nas zachęcał do pisania do niego maili. Odpowiadał na nie z chęcią i korygował błędy. Można było pisać o czymkolwiek - ważna była nauka angielskiego. Czasami mieliśmy małe prace domowe. Natomiast największe możliwości dawało wspólne wychodzenie na miasto. Trzeba wiedzieć, że lektorzy przyjeżdżają tutaj na pewnego rodzaju wakacje, podczas których uczą, żeby dostać stypendium. Więc zależy im na wspólnym spędzaniu czasu z tubylcami. Wtedy można praktykować mówienie w codziennych sytuacjach - i tak byliśmy na obiedzie w Misiu, czy na piwie na wyspie. Raz grupa była w chińskiej restauracji - ale niestety beze mnie. Żałuję, że nie spędzaliśmy więcej czasu razem. Nie wykorzystaliśmy do końca tej możliwości. Podsumowując, ten ośmiotygodniowy kurs pozwolił mi poczuć się pewniej, co bardzo przydało mi się podczas moich ostatnich wakacji, gdy podróżowałem autostopem po Europie. Prawda jest też taka, że takiego doświadczenia jak na tym kursie możemy nabyć przebywając ze studentami z wymiany - chociażby z Erasmusami. UWr daje taką możliwość, że półoficjalnie dostajemy pod nasze skrzydła jednego z Erasmusów i pomagamy mu zaadoptować się w nowym miejscu. Jeśli nie będę miał okazji na co dzień do używania angielskiego np. na wykładach, to z powodu bardzo dobrej ceny chętnie pójdę jeszcze na ten kurs.

 

Francuski - grupa podstawowa

Alaeddine (Aladyn) z Tunezji nie był tak przebojowy jak Andy, ale liczebność naszej grupy była bardzo sprzyjająca nauce - byłem albo sam, albo w dwójkę z Klaudią. Przed kursem potrafiłem powiedzieć 3 podstawowe zdania po francusku, policzyć do 16 i rozumiałem kilka słów. Mogę powiedzieć, że na tym kursie nauczyłem się konkretnych rzeczy. Czasami była praca domowa polegająca na odmianie czasowników albo napisaniu kilku prostych zdań. Z Alaeddine komunikowaliśmy się po angielsku, co też było istotne, bo przy okazji miałem dodatkową praktykę angielskiego. Raz udało nam się pójść na pizzę do Bravo, gdzie uczyliśmy się podstawowych rzeczowników. Bez wątpienia, żeby nie tracić umiejętności po powrocie do Polski, pójdę jeszcze raz na francuski i może jeszcze na włoski, i hiszpański... i każdy inny język. Jest wesoło :D

Tagi: wrocław, angielski, AIESEC, kurs językowy, francuski


2011-03-17 19:09
 Oceń wpis
   

Na początek obejrzyj film promocyjny II Dnia Kultury Tadżyckiej i wszystko będzie jasne :D

Wszystkich spragnionych opowieści o podróżach do dalekich, nieznanych krajów zapraszam na II Dzień Kultury Tadżyckiej w ramach którego razem z Bartoszem Rybickim opowiemy o pięknym, górskim kraju, położonym w Azji środkowej - Tadżykistanie.

Piątek, 2011-03-18, 20:30. DA Wawrzyny, sala jesionowa.



"To nie przypadek, że Przemienienie miało miejsce na "górze wysokiej" i "górze świętej". To umyślny wybór Boga. To Jego świadomy zamysł. Bo góry mają utwierdzać w wierze. Mają wzmacniać moją wiarę. W nich ma ona dojrzewać jak zboża w sierpniowym słońcu. Ma się wzmacniać i dojrzewać, aby potem na dole, kiedy przyjdą próby i nadejdą zagrożenia, mogła się ostać. Mogła być we mnie ciągle żywa i żyjąca, wpływające na całe moje życie."

Na początku ja opowiem o Pamir Zerawszan Expedition 2008 - wyprawie eksploracyjnej do Tadżykistanu, której celem był niezdobyty Pik Samarkand 5085 m n.p.m. W drugiej części Bartosz Rybicki opowie o swoich przygodach w Tadżykistanie, w którym był podczas swoich wakacji w 2010 roku.  Na obie prezentacje przeznaczyliśmy po 45 minut. Później będziemy rozmawiać o wspólnych planach i pomysłach na nowe wakacyjne przygody.

II Dzień Kultury Tadżyckiej na Facebooku.

Tagi: prezentacja, zdjęcia, podróże, wyprawa, tadżykistan, pamir, zerawszan
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |